niedziela, 28 grudnia 2014

Święta, święta i po świętach!

Cześć Wam!

Jak spędziliście Święta? Mam nadzieję że były spokojne i radosne, jak Wam życzyłam ;)
W tym roku u mnie było wyjątkowo dużo osób- aż 12, jak 12 apostołów :) -na Wigilii, a spod choinki po prostu się wylewało, sama nie wiem jak to się stało.

Dzisiaj przychodzę głównie ze zdjęciami ze Świąt, miłego oglądania! ;)



mój bałwanek piernikowy ładniejszy, zgadzacie się? ;) 


 
ptaszkom też zimno



prezenty nawet NA choince

nasz reniferek uwielbia śpiewać kolędy

 
Czy chcielibyście post "co dostałam pod choinkę"? Jeśli tak, napiszcie, proszę, w komentarzu. Jeśli nie...to też napiszcie :D Nie jestem pewna czy gustujecie w tych tematach. Do pisania!

Katka

*wszystkie zdjęcia zrobione przeze mnie

środa, 24 grudnia 2014

"Santa Claus is Coming to Town!"

Witam Was!

Może być, że nie przeczytacie tego w samą Wigilię ponieważ wiem jakie wielkie przygotowania są do najważniejszej kolacji w roku, więc z reguły mało jest czasu na odpoczynek (sama przecież przygotowałam ten tekst dzień wcześniej).



Ale mimo wszystko, chciałabym życzyć WAM WSZYSTKIM miłej atmosfery przy stole Wigilijnym, dużo uśmiechu, mnóstwo prezentów, wypatrzenia pierwszej gwiazdki, dużo zdrówka i szczęścia, spełnienia marzeń oraz nie połknięcia ości karpia :p

Życzenia na nowy rok jeszcze zdążę Wam pożyczyć, a tym czasem posłuchajcie mojej ulubionej piosenki świątecznej "Santa Claus is Coming to Town!"

Spokojnego i radosnego Bożego Narodzenia życzy wszystkim
Katka

*zdjęcie jest zrobione przeze mnie

sobota, 20 grudnia 2014

Poznajcie mnie

Witajcie!
Stwierdziłam, że może czas abyście poznali mnie trochę lepiej? Jeśli macie ochotę poczytać, serdecznie zapraszam! ;)


1. Uwielbiam żyrafki! Mam całą kolekcję żyrafkowych rzeczy i przeznaczona na to wszystko jedną półkę. Mam nawet żyrafkową tapetę na swoim laptopie.

2. Tak samo jak zyrafki, uwielbiam kolor fioletowy. Żyrafa + fioletowy = Fioletowa żyrafa. Moje wymarzone zwierzę...

3. Mam młodszego brata, o 4 lata.

4.Nienawidzę zapachu skoszonej trawy. A do perfum i olejków zapachowych tudzież świeczek, najgorszy jest zapach kwiatów.

5.Nie zjem gotowanej marchewki. Sura-owszem, mogę wcinać ile wlezie, ale gotowaną, zmieloną, czy przetworzoną w inny sposób-nie tknę. To samo tyczy się na przykład jabłka, chociaż i tak wolę banany.

6. Od 7 lat mieszka z nami moja ukochana kotka.




7. Wolę czytać książki i gazety w tradycyjny sposób, nie w komputerze, na telefonie, tablecie czy jeden Bóg wie na czym jeszcze. Przez to nie mam łatwo z tatą, który bardzo, ale to bardzo chce kupić mi tableta, którego ja nie chcę, po prostu uważam że nie byłby mi potrzebny. Zabawne wręcz.

8. Zbieram/kupuję wszystko co jest vintage/retro.  Ostatnio zabrałam starą walizkę babci i dziadkowi. Leżała taka samotna i zakurzona w piwnicy...

9. Moja ulubiona bajka z dzieciństwa to niewątpliwie "The Looney Tunes" czyli po naszemu "Zwariowane Melodie". Nadal z przyjemnością obejrzę jeśli leci w telewizji.

10. Uwielbiam też Kubusia Puchatka, ale nie bajkę z telewizji, z książeczek dla dzieci.

11. Studiuję Gospodarkę Przestrzenną, na pierwszym roku.

12. Nie mogę znieść widoku niedomkniętej szuflady. Nie jestem pedantką, ale strasznie mnie to kole w oczy i z reguły chodzę po domu i domykam wszystkie szuflady po rodzinie.

13. Przynajmniej po 4 razy przeczytałam każdą część Harry'ego Pottera.



14. Babeczki na każdą okazję. Tak, bardzo lubię robić babeczki, babeczki na święta, babeczki na Wielkanoc, babeczki na urodziny, babeczki na...

15. Urodziny mam w Święto Niepodległości.


   To jak, wiecie o mnie już trochę więcej? Mam wielką nadzieję że podobało Wam się, taka mała odskocznia od tematów świątecznych :)

Do pisania!

Katka.

*Mam całkiem ciekawe/zabawne historyjki związane z niektórymi punktami. Chcielibyście kiedyś je poczytać? :) Napiszcie w komentarzu!


*wszystkie zdjęcia są moje.

wtorek, 16 grudnia 2014

Liebster Blog Award!

Witam wszystkich!

Ostatnio zostałam nominowana do Liebster Blog Award dzięki BlueMuffin (dziękuje jeszcze raz! :D)
Oto zasady:
,,Nominacja do Liebster Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za „dobrze wykonaną robotę”. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz ich o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował.”

A to pytania, bez zbędnego przedłużania:

1.Twoim zdaniem co jest największą zaletą blogowania?
Chyba to, że pisze to co myślę chcąc się tym podzielić z innymi. I o dziwo, ktoś czyta to co mam do powiedzenia napisania! Nawiązujemy kontakty z nieznajomymi, którzy z czasem stają się naszymi przyjaciółmi ;)
 2.Czy Twoim bliscy wiedzą o tym że prowadzisz bloga?

Nie, nikomu jeszcze nie powiedziałam, ale jak sami się zorientują albo wyjdzie w rozmowie, to nie mam nic przeciwko żeby nie wiedzieli.
 3.Ulubiony kolor na zimę?

Czerwony, bordowy, to mój kolor na zimę!
4.Gdybyś mogła co byś zmieniła na blogspocie?

Na blogspocie jestem jeszcze żółtodziobem, więc na razie nie mam zastrzeżeń, może wyjdzie coś z czasem.
 5.Twoje największe marzenie?

W tej chwili? Żeby spadł śnieg na Wigilię!
 6. Gdy byłaś dzieckiem kim chciałaś byś w przyszłości?

O matko, uwierzycie, że nie pamiętam? Ale pewnie księżniczką czy coś w tym rodzaju.
 7.Czy uważasz że daleko zaszłaś?

Jeśli chodzi o blogowanie, to tak, myślę że jak na nie całe 2 miesiące blogowania to naprawdę dobrze mi idzie ;) sama nie myślałam że tak będzie, nie spodziewałam się tego.
8. Najlepsze wspomnienie z dzieciństwa?

To jest bardzo dobre pytanie. Eee...może tak:
Wczesna podstawówka; poszłam z tatą, który miał wyjątkowo dobry humor, do McDonalda, co też nie zdarzało się za często. Akurat wtedy kiedy piłam Colę, tata zaczął mnie rozśmieszać tak, że...ostatecznie Cola wyleciała mi nosem...
 9.Czy uważasz że taka miłość którą pokazują w filmach ma szanse w rzeczywistości?

Może jestem głupia, ale tak, wierzę. Mam przykład takiej miłości u dziadków.
 10. Gdybyś mogła na 48 godzin pojechać do jednego miejsca na świecie, gdzie by to było?

Wybieram...Paryż! Może już wiecie że uwielbiam francuski i pilnie się go uczę, dlatego chciałabym poczuć ten klimat.
 11. Jaki jest największy urok zimowych wieczorów?

Chyba nie będę oryginalna jeśli napiszę że ubieramy się w cieplutkie rzeczy i pijemy gorącą herbatkę przy telewizji, prawda? ;)

A teraz czas na nominacje! A więc ja nominuję:
1. I'm dreamer
2. Inna Inaczej ♥
3. Little blog. Big ideas.
4. LoveeMyyDreeam
5. Muffinka
6. mybeautifuleveryday.blogspot.com
7. Only dreams
8. Ordinary Love ♡
9. Victoria's...
10. Moda i dekoracje
11. A little me

Odpowiedzcie proszę na moje pytania:
1. Co robiłaś godzinę temu?
2. Jaka jest twoje ulubiona potrawa na Wigilijnym stole?  
3. Wolisz herbatę czy kawę?
4. Jaki jest twój ulubiony film świąteczny?
5. Jaka jest twoja ulubiona kolęda?
6. Czy lubisz czytać książki?
7. Jeśli tak-jakiego rodzaju? jeśli nie-co wolisz zamiast tego?
8. Dokończ: jingle bells, jingle bells Jingle all the way, oh...
9. Za kogo przebierzesz się na Halloween za rok?
10. Wyraź swoją radość z powodu wolnych dni od szkoły 
11. Co sprawia że Święta Bożego Narodzenia są inne od reszty świąt?

Powodzenia w odpowiadaniu!
Proszę też o linka do Waszych odpowiedzi, do pisania! ;)

Katka




piątek, 12 grudnia 2014

Kosogłos zyje!

Witajcie dzisiaj!
Jak humorki? Jest piąteczek!
Tydzień temu w końcu miałam okazję zobaczyć w kinie pierwszą część trzeciej Igrzysk Śmierci: Kosogłos. Jeśli też czytaliście wszystkie książki i jesteście fanami, liczę że post spodoba się ;)
 
UWAGA: spoilery! Nie oglądałeś ostatniego filmu-radzę nie czytać tego bo zepsujesz sobie film :)

                                        Mockingjay
 
Kosogłosa podzielono na dwie części i dobrze wiemy dlaczego. Podobnie jak Harry'ego Pottera czy sagę Zmierzch. Jasne, kasa. Bo co innego? Ale można podzielić film "inteligentnie", lub nie.
Ja uważam, że Kosogłos został dobrze wykonany. Nie jestem jakimś znawcą filmowym, ale myślę że ogromny budżet z dwóch poprzednich filmów tej trylogii został dobrze wykorzystany i przemyślany. Nie wiedziałam w zasadzie czego mam się spodziewać, kiedy oglądałam reklamy w sali kinowej.
Ale myślę że fani nie byli zawiedzeni. Ja nie byłam, moja koleżanka również.
 
Było bardzo dużo szczegółów, czym jestem zaskoczona. Jednak skoro już tak bardzo się postarali, czegoś jeszcze mi zabrakło.
 
W książce było wspomniane o tym, że Finnik obsesyjnie wiąże i rozplątuje węzły. Jeden nawet oddał Katniss. Wiem, że był jeden moment w filmie, gdzie po nalocie Kapitolu Katniss przychodzi do Finnika który zawiązywał swój węzeł. Ale to była sekunda. Węzły były jego sposobem aby nie popaść do końca w obłęd.
 
Inaczej wyobrażałam sobie Polluxa. Myślałam że będzie troszkę młodszy...i bez brody ;) Ale pamiętam, że w książce również był rudy. Plus za szczegół. Ah, no i aktorka super zagrała Cressidę! Przekonała mnie :D
 
Inaczej także wyobrażałam sobie piosenkę o wisielcu, którą śpiewa Katniss. Myślałam że będzie smutniejsza. Ale to wcale nie wyszło żle, bo zrobili z niej pieśń bojową. Cóż, ten moment, kiedy masa ludzi idzie i wszyscy razem śpiewają...ogromne wrażenie.
 
Bardzo podobało mi się, że w niektórych momentach wpletli ścieżkę dźwiękową z pierwszej części Igrzysk Śmierci. Na pewno było "Healing Katniss" (moja ulubiona zresztą). Zauważyliście? ;)

Myślę też że prezydent Coin była trochę...zbyt miła. W książce nie przejmowała się za bardzo sytuacją psychiczną Katniss i innych, zależało jej tylko na wypełnieniu obowiązków przez "kosogłosa".

Kolejną bohaterką na którą chciałabym zwrócić uwagę jest Effie. Jeśli czytaliście książkę, to zapewne wiecie, że tam Effie pojawia się tak naprawdę dopiero na koniec. Natomiast w filmie, pojawia się od początku do końca. Co więcej, zastępuje cały zespół pielęgnacyjny Katniss, czy jak to nazwać. Nie mam do reżysera pretensji o to, bo wiem że chyba bardzo chcieli aby aktorka grała już od początku.
 
I jeszcze jedna sprawa. Kiedy Katniss zobaczyła co zostało z  dystryktu 12, skojarzyło mi się z naszą Warszawą po powstaniu, po wojnie. Gruzy, nic, tylko gruzy..uważam że scena była genialna, ale to tylko moje zdanie :)
Wiecie co jeszcze było genialne? Aktorstwo Josha Hutchersona. Naprawdę, bardzo pozytywnie mnie zaskoczył (co nie znaczy że w poprzednich filmach nie grał dobrze). Ale ostatnią sceną, kiedy tak się rzucał na łóżku, przekonał wszystkich, jeżeli ktoś jeszcze nie był przekonany. Aż się wystraszyłam tego obłąkanego wzroku. To było straszne. 

Podsumowując, oglądałam mnóstwo recenzji tego filmu. Naprawdę dużo osób stwierdziło, że film był zwyczajnie nudny i nic się specjalnie nie działo. Wyrażali też zdumienie nad ratowaniem kota przed bombardowaniem trzynastki. Ale byli to ludzie którzy nie czytali książki i nie wiedzą, że to wszystko było właśnie w książce. 
Ja nie nudzilam się na filmie ani sekundy. Ale oczywiście szanuję zdanie innych, nie każdy musi myśleć tak samo.
         

Jestem bardzo, bardzo ciekawa Waszej opinii na ten temat, więc jeśli chcielibyście się podzielić własną opinią, nie ma na co czekać! :)

Miłego weekendziku!

Katka
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

środa, 10 grudnia 2014

Krótko i na temat

Witam wszystkich!
Dzisiaj bardzo krótki post o ważnych dla mnie sprawach.

Na początku chcę Ci [TAK, właśnie TOBIE, nie oglądaj się za siebie ;) ] bardzo podziękować za to, że chce Ci się czytać co mam do przekazania. Ostatnio przekroczyłam 500 wyświetleń w tak krótkim czasie. Bo właśnie mija zaledwie miesiąc odkąd tutaj jestem z Wami. Więc...może się mylę, to mnie poprawcie, ale wydaje mi się że to całkiem niezły wynik jak tak dale pójdzie.
Dlatego naprawdę bardzo dziękuję wszystkim którzy poświęcili troszkę swojego cennego czasu na to, aby przeczytać co mam do powiedzenia! Każdemu z osobna! :D

Kolejną rzeczą, która chciałabym zaznaczyć jest fakt, że ostatnio nie mam niestety zbyt dużo czasu na pisanie postów ze względu na studia. Wiem, wymówka stara jak świat, ale oj tam oj tam.
Co nie znaczy, że nie będę pisać, absolutnie, BrońCiePanieBoże! Postaram się publikować częściej niż raz na tydzień, ale nie wiem co z tego wyjdzie, jeśli będę miała prace takie jak wczoraj-siedziałam do nocy prawie nad 5-cio kartkowym zadaniem z BHP o ocenie ryzyka zawodowego...no właśnie :/

Ale nie bój żaby, mam już coś w zanadrzu i następny post pojawi się w piątek lub sobotę. Także zapraszam chętnych do poczytania i już żegnam się z Tobą, dziękując jeszcze raz że przeczytałeś ten post, dobranoc!

wdzięczna
Katka

niedziela, 7 grudnia 2014

So Christmasy!

Witajcie!
A więc mamy już 7 grudnia, who's excited?! ☃ ❄
Jak minęły wam Mikołajki? :P
Ostatnio robiłam zakupy ciuchowo-świąteczne i chciałam Wam pokazać co upolowałam. A więc, do dzieła!

Czy moglibyście się oprzeć takim reniferkom? Ja nie mogłam.



Trafiłam na nie w New Look, jestem nimi zachwycona!

                                     



 Kolejnymi rzeczami są czapka i super-rękawice z Reserved ;)



Nie byłaby sobą, gdybym się nie skusiła na sweterek do kompletu ze sklepu Terranova.


 

 Już od dawna chciałam kupić czerwoną spódniczkę, ale bardzo długo nie mogłam takiej znaleźć. Jednak cierpliwość popłaca i wreszcie taką dopadłam!
 

 
Ta jest ze sklepu Terranova. Wydaje mi się mieć bardzo świąteczny kolor. 
 

 
Jak dla mnie, idealna razem z białą bluzką na kolację Wigilijną! Co o tym myślicie? To jedna z propozycji na Ten Wieczór. A może macie ochotę na więcej pomysłówna outfit Wigilijny? Napiszcie w komentarzu czy to dobry pomysł ;) Pozdrawiam Was,
 
Katka   

*skarpetki-New Look
  czapka + rękawiczki-Reserved
  sweterek-Terranova
  spódniczka-Terranova
  bluzka-Bershka
**przepraszam za jakość zdjęć, niektóre były robione wieczorem :(

czwartek, 4 grudnia 2014

Tym kosmetykom ufam

Hej hej hej! (Już zaraz to będzie "ho ho ho!")

Nie do wiary, że już mamy 4 grudnia! Ale mi ten czas leci, Wam też? ;)
Dzisiaj mam ochotę pokazać Wam moje kosmetyki, których używam już od jakiegoś czasu, które są sprawdzone. Jak mówi tytuł, po prostu im ufam. Miłego czytania!

1. Na pierwszy ogień idzie pomadka.
Jeszcze z rok temu nie namówilibyście mnie na zakup pomadki. Nie lubiłam ich, bo się "zjadały" i potem nic nie zostawało z pierwotnego koloru, no i czego by nie dotknąć przypadkiem ustami-już brudne.


Ale kiedyś stwierdziłam, że kupię taką droższą, może będzie jakaś w miarę. No i kupiłam. Jest na prawdę fajna! Nie zjada się prawie wcale,( a nawet jeśli, to zawsze troszkę pozostanie resztka koloru na ustach) i bezpośrednio po nałożeniu prawie od razu "zasycha" tak, że robi się matowa.

 
Używam szminki z firmy Revlon, jest to kolor bardziej malinowy niż czerwony. Bardzo mi się podoba i jestem na prawdę zadowolona.


 

2. Skoro już jesteśmy przy temacie ust...



Uwielbiam, uwielbiam Szczyptę magii! Mam wrażenie, że używam jej od zawsze i miałam chyba wszystkie dostępne "smaki". Jest idealna do suchych, spękanych ust, doskonale natłuszcza. I nie tylko do ust, można użyć gdzie chcesz na swojej skórze, tam gdzie sucho :)




3. ZIAJA. Tej firmie, można powiedzieć, ufam bezgranicznie. Absolutnie uwielbiam kremy do rąk, nie są takie tłuste a nawilżają idealnie. Aha, i wchłaniają się naprawdę szybko, co dla mnie jest dużym atutem (nienawidzę tłustych rąk, są takie...śliskie :( )

 
 
 

 



Nie tylko kremy do rąk lub ciała przypadły mi do gustu. Bardzo lubię też krem na nasze znienawidzone wypryski. Jest to krem na noc i przez tę noc może dużo się zmienić ;)
 

 
 


4. Ten kosmetyk odkryłam całkiem niedawno, a jest to dezodorant.



Jest na prawdę dobry. Nie chcecie przykrego zapachu spod pach? Idealny wybór! (haha brzmi jak reklama :) ale zapewniam, nie jest)



 Kosztuje trochę więcej niż zwykły dezodorant i kupimy go jedynie w aptekach-ale mimo wszystko na prawdę działa. A o taki efekt chyba chodzi, co nie? ;) 

Mieliście okazję wypróbować któreś z powyższych? Gorrrrąco polecam! :D

Na dzisiaj tyle, do pisania! :)

Katka

*wszystkie zdjęcia zrobione przeze mnie
**nikt mi nie zapłacił za promowanie
 

piątek, 28 listopada 2014

"Cebulę mam w nosie!", czyli sposoby na przeziębienie

Witajcie Wszyscy!

Ostatnio niestety dopadła mnie choroba- wiadomo, okres chorób. Na szczęście nie na długo. Zresztą nawet nie mogłam za długo leżeć w łóżku, bo gonią obowiązki. Chcielibyście poczytać trochę o moich sposobach na przeziębienie? (Oczywiście oprócz lekarstw) Proszę bardzo! :)

1. Kiedy już czuję się słabiej i wiem, że lada chwila "rozłożę się", pierwsze co, to ubieram się bardzo, bardzo ciepło

 

Grube, zimowe skarpety to podstawa! Moje są akurat narciarskie (ze sklepu sportowego Decathlon), mimo że nie są może prześliczne, to są bardzo cieplutkie, a to najważniejsze ;)


środa, 26 listopada 2014

Londyn, czyli przygodowa (bardzo stresująca) podróż cz.2

Cześć, dzisiaj mojej przygody część druga! Miłej lektury :)

Czwartego dnia, znaczy niestety już ostatniego, rano wstałyśmy dość wcześnie, ab ze wszystkim zdążyć. Bez pośpiechu zjadłyśmy śniadanie i "pożegnałyśmy" się z hostelem. Dojechałyśmy na przystanek autobusowy, skąd miał odjeżdżać bus na lotnisko. Byłyśmy na czas, a nawet trochę przed czasem. Czekałyśmy na bus na 9:30 rano. Więc czekamy. Czekamy, czekamy i czekamy. W końcu, kiedy spóźniał się 10 minut, przyszedł do nas facet (a ludzie na przystanku się wylewają) i przekazał, że bus przyjedzie dopiero po 10:00, bo zamknęli jakąś autostradę dlatego jedzie dłużej. Super, o 11:30 był samolot do Warszawy.

Po prostu nie było szans, żeby zdążyć. Ten facet powiedział też, że można poczekać na busa (który jechał 2h, zważając na zamkniętą autostradę), albo jechać pociągiem (jechał tylko 45 minut).

Oczywiście wybrałyśmy pociąg, ale wiedziałyśmy, że zanim dotrzemy na peron, wyjdzie na to samo. No i nie wiedziałyśmy też o której byłby ten pociąg. Dobra. Szybko pobiegłyśmy do metra żeby dojechać do Liverpool. Kiedy już w końcu dotarłyśmy tam na peron, okazało się że pociąg jest dopiero o 10:40.

                                  No przecież myślałam że mnie coś trafi zaraz.

A bramki zamykali o 11:05. Skoro i tak już byśmy nie zdążyły, pobiegłyśmy na autobus. Na szczęście przystanek był nie daleko.

niedziela, 23 listopada 2014

Londyn, czyli przygodowa podróż cz.1

Witam Was dzisiaj!

Chciałabym się podzielić moją krótką przygodą, jaką była podróż do Londynu już jakiś czas temu, bo było to w tamtym roku na wiosnę. Do Anglii leciałam pierwszy raz i mam nadzieję nie ostatni! Miłej lektury :)

Samolot do Londynu odlatywał z Warszawy, więc najpierw trzeba było przemęczyć się te 6 godzin pociągiem ze Szczecina. Razem z nieco starszą kuzynką dojechałyśmy w zasadzie w nocy do stolicy. Szczęście, że ciocia z wujkiem mają małe mieszkanie w Warszawie, nie trzeba było na jedną noc się pchać do hotelu czy motelu.
Następnego dnia rano miałyśmy autobus na lotnisko -na który ledwo zdążyłyśmy, zaspałyśmy ale wszystko udało się załatwić.

Samolot leciał dwie i pól godziny. Wylądował w Stansted, jakoś koło południa. Osobiście nie mogłam uwierzyć, że stoję na ziemi Angielskiej. Po prostu...czy to ma jakiś sens?
Następnie musiałyśmy dostać się do miejsca docelowego, do Londynu. Były busy, które tam dojeżdżały, ale było tyle ludzi, że musieli dostawiać jeszcze kilka kolejnych.

Z busu wysiadłyśmy godzinę później na London Victoria, a póżniej skierowałyśmy się na King's Cross, gdzie był nasz hostel. Po zabookowaniu wypadało by coś zjeść, jakiś obiad czy coś...ostatecznie skusilyśmy się na McDonalda (no co, blisko było). Tam też ustaliłyśmy z mapą co chcemy zobaczyć i kiedy.

poniedziałek, 17 listopada 2014

"Harry Potter", czyli miłość od pierwszego rozdziału

Witajcie dzisiaj!

Skoro jesteśmy już przy temacie książek…

Tak, dzisiaj będzie o Harrym. W zasadzie chciałabym krótko opowiedzieć jak i kiedy zaczęła się moja miłość do książek o słynnym Harrym Potterze. Więc bez dalszych zbędnych zdań, zapraszam do czytania :)



Wszystko zaczęło się od nudnego, zachmurzonego letniego popołudnia. Brzmi trochę jak początek jakiejś historii, co nie? Ale tak właśnie było. To były wakacje przed czwartą klasą podstawówki, czyli miałam wtedy 10 lat (jestem z listopada to zawsze wszystkie dzieci wcześniej ode mnie miały urodziny).


środa, 12 listopada 2014

"Jutro", czyli wojna która nie miała miejsca


Witajcie!
Tym razem opowiem o książce. Nie do końca odbiegamy od poprzedniego tematu, bo dzisiaj równie wojenny.

Seria "Jutro" to książki o wojnie która ma miejsce w czasach współczesnych w Australii. Jest to jednak science-fiction, ponieważ ta wojna nigdy się nie wydarzyła. No, miejmy nadzieję że tak zostanie.

Książka jest pamiętnikiem nastoletniej Ellie, która pewnego razu postanowiła razem z grupą przyjaciół wybrać się na tygodniowy biwak do "Piekła", z dala od cywilizacji. Kiedy wracają do domów, wszystko jest nie tak. Ślad zaginął po rodzinie i znajomych, a zwierzęta zastali martwe. Jak się okazuje potem, obcy kraj zaatakował część Australii.
Ellie i jej przyjaciele rozpoczynają partyzantkę na własną rękę.

Seria "Jutro" liczy aż 7 książek. Całkiem sporo, prawda? Ale to jeszcze nie koniec; są jeszcze "Kroniki Ellie", które opowiadają jej życie po wojnie. Ale lektura jest naprawdę wciągająca. Oczywiście, zdarzały się momenty, kiedy nie mogłam przebrnąć przez fragment; coś jak lanie wody. Ale mimo wszystko nie żałuję że zabrałam się za tę serię. Czyta się łatwo i przyjemnie. Zresztą, jeszcze jej nie skończyłam, zaczynam czytać ostatnią (trzecią) część "Kronik Ellie". Może miejscami wydaje się troszkę...naiwna...chyba to to słowo. Ale ja wcale nie winię za to autora, przecież nie każdy zna się na tym temacie, prawda? (Broń Boże, nie mówię że ja się znam! Bo co ja, dziecko XXI wieku może o tym wiedzieć? To trzeba przeżyć) Szczególnie na tym, bo sami wiecie, że to bardzo trudny temat.


wtorek, 11 listopada 2014

"Miasto 44", czyli moich odczuć ciąg dalszy

Witajcie dzisiaj, w dniu święta Niepodległości (i mojego)!

Postanowiłam że pociągnę temat Powstania Warszawskiego, tudzież ogólnie II wojny światowej.


Ostatnio w kinach polskich można było obejrzeć film „Miasto 44”. Szczerze mówiąc-a może raczej pisząc- Kiedy pierwszy raz zobaczyłam zwiastun filmu, pomyślałam sobie że nie może to być nic nadzwyczajnego. Oooo jak bardzo się pomyliłaś Kasiu!
Otóż na filmie byłam w kinie aż dwa razy, najpierw ze znajomymi, potem z rodziną. Nie wiem czy wiecie, że reżyserem „Miasta 44” jest Jan Komasa. Tak, ten sam wyreżyserował „Salę samobójców” . Tak samo genialne filmy, działają na psychikę. A za drugim razem wywarł na mnie większe wrażenie niż za pierwszym, może dlatego że zwracałam uwagę na więcej szczegółów?
Oczywiście nie będę opowiadać całego filmu od początku do końca. Tylko środek. Nie, żartuję :) A nuż ktoś z Was jeszcze nie oglądał? Tak czy siak, muszę podkreślić , że w filmie zostały ukazane niektóre sytuacje podczas Powstania, które miały ogromny wpływ na bieg zdarzeń. A o których niestety ludzie, którzy nie interesują się tym tematem, nie wiedzą. Przykład? Dobrze.
Czy wiedzieliście, że miało znaczenie to, czy opaski powstańców były założone na prawym czy lewym ramieniu? A tak, miało. Na samym początku Powstania, opaski zakładano na lewe ramię. Dopiero po 11 sierpnia został wydany rozkaz, aby zmienić opaskę z lewego na prawe ramię. „Ale po kiego grzyba?”-myślisz sobie. Otóż z czasem Niemcy zaczęli podszywać się pod powstańców. Oto, dlaczego.
Ale jest jeszcze jedna sprawa. Sprawa „czołgu-pułapki”. 13 sierpnia Niemiecki czołg podjechał pod samą barykadę przy ulicy Jana Kilińskiego z zamiarem (prawdopodobnie) zburzenia jej. AK-owcom udało się przejąć pojazd. Początkowo podejrzewano jednak, że jest to zasadzka, ponieważ czołg był wyposażony jedynie w radio. Oczywiście kilkakrotnie był badany, czy aby na pewno nie jest pułapką. Nic na to nie wskazywało. Grupa powstańców uruchomiła pojazd i przejechali nim ulicami Starówki wraz z okrzykami radości. Ludność cywilna zbiegła się , aby podziwiać zdobycz. Czy już może domyślacie się co się stało? Czołg wybuchł. Wybuchł, razem z setkami ludzi. Wyobrażacie sobie taką masakrę? Wybuch był tak potężny, że z nieba -dosłownie- spadał deszcz krwi ludzkiej i kawałków ciał ludzkich. Właśnie to chyba zrobiło na mnie niesamowite wrażenie w filmie. „Prawdziwa apokalipsa”- tak wtedy pomyślałam. Obejrzałam też całkiem niedawno wywiad z jednym z żyjących powstańców, który po wyświetleniu „Miasta 44” na stadionie w Warszawie powiedział: „Tak właśnie było(…)”.
Ludzie, którzy wciąż zagłębiają się w tę sprawę, mówią, że określenie „czołg-pułapka” jest mylne. Bardzo prawdopodobne jest, że ładunek wybuchowy w pojeździe został uruchomiony dopiero przez nieuwagę prowadzącego czołg. Jest to możliwe, jednak chyba nigdy nie będziemy mieli pewności jak było na prawdę.

A Wy jak myślicie, czy rzeczywiście był to "czołg-pułapka", czy niekoniecznie?

Katka

*zdjęcia ze strony: http://miasto44.pl/

niedziela, 9 listopada 2014

Powstanie Warszawskie, czyli moje odczucia

Witajcie!

Dziś będzie troszkę patriotycznie, a mianowicie tematem będzie jedno z moich zainteresowań-Powstanie Warszawskie.

Od kiedy pamiętam interesowałam się II wojną światową. Nie sytuacjami na frontach, ale losami ludzi, Polaków szczególnie, jak wtedy się żyło, jakie były warunki. Kiedy w te wakacje wyjechałam z rodziną do Warszawy na 70 rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego, zrozumiałam że chcę o tym wiedzieć więcej i więcej. Aż w końcu sięgnęłam po książkę-którą z czystym sumieniem polecam- „Na barykadach Warszawy” Stanisława Komornickego, jest to autentyczny pamiętnik tego pana. Ale to jest już temat na inny dzień.

(zdjęcie zrobiono w Muzeum Powstania Warszawskiego)




Pociąg do Warszawy odjeżdżał krótko po 8:00 rano, a że mieszkam w Szczecinie, w Warszawie Centralnej byłam dopiero po 15:00. Szybko zakwaterowaliśmy się w hotelu i czym prędzej wsiedliśmy do pierwszego lepszego autobusu do centrum miasta. Chcieliśmy usłyszeć z dobrego miejsca syreny o godzinie 17:00, bo przecież to 1 sierpnia. Stanęliśmy z masą ludzi przy Rondzie de Gaulle’a. Niestety i tak nic nie widzieliśmy, ale atmosferę jak najbardziej dało się odczuć. Ludzie normalnie zatrzymywali samochody i wysiadali, tak samo z autobusami, żeby tylko stanąć na baczności przez 70 sekund i oddać hołd Powstańcom Warszawskim. Całe miasto zamarło o godzinie 17:00. Zrobiło to na mnie ogromne wrażenie, tak powinno być w każdym mieście w Polsce. A jednak słyszałam że w Szczecinie spóźnili się z syreną ponad 30 minut. Moim zdaniem nie powinni już w ogóle jej włączać, ale cóż.


Po syrenie ludzie zaczęli klaskać i powoli rozchodzić się. Zorganizowano również pocztę polową; w różnych częściach miasta były wystawione skrzynki oraz kartki, które później harcerze roznosili. A’propos harcerzy, do Warszawy przyjechali chyba wszyscy harcerze z całej Polski, serio, gdzie się nie obejrzałam-tam oni. „Plaga harcerzy”  :)
Następnego dnia-2 sierpnia-byliśmy na cmentarzu na Powązkach. Za darmo przewodnicy oprowadzali grupy i opowiadali. Wystarczyło tylko przyjść na daną godzinę. My trafiliśmy na takiego pasjonata Powstania Warszawskiego, że w trakcie dzwoniła do niego żona-tez przewodniczka-że inni już dawno skończyli. Ale było naprawdę warto tam się znaleźć. Między innymi odwiedziliśmy groby Zośki, Rudego i Alka, bohaterów książki „Kamienie na Szaniec” Aleksandra Kamińskiego. Ah, no i jego grób też widziałam.
         
 
Późnym wieczorem, tego samego dnia, odbywało się śpiewanie piosenek powstańczych. Oczywiście nie mogło mnie tam zabraknąć. Rozdawali śpiewniki; ludzi było mnóstwo, naprawdę, a było to przy pomniku Nieznanego Żołnierza, więc ten plac wcale nie jest taki mały. Pewnie co chwilę będę to powtarzać, ale naprawdę atmosfera tam była cudowna, niesamowita. Ten cały chór ludzi, a to, że kiedy zakończyli już transmisję programu w telewizji, ludzie zaczęli skandować aby zaśpiewać jeszcze i jeszcze raz, udowodniło jak bardzo się podobało. A ludzie byli w przeróżnym wieku, nie tylko starsi, jak niektórym może się zdawać. Poza zakończeniem transmisji w sumie zaśpiewaliśmy ze 3 pieśni.
A kolejnego dnia to już niestety wyjeżdżaliśmy do domu. Jednak pociąg mieliśmy dopiero późnym wieczorem, a rano udało nam się kupić bilety do Muzeum Powstania Warszawskiego. Jasne, byłam tam już. A ta wizyta w Muzeum była moją czwartą, zdaje się. Gdybym miała okazję pojechać kolejny raz, zrobiłabym to bez zastanowienia. Mogłabym tam chodzić aż do momentu, kiedy bym nie poznała wszystkiego na pamięć. Można dowiedzieć się naprawdę masę rzeczy o Powstaniu.



Ah, no i zapomniałam jeszcze, że miała miejsce inscenizacja Powstania Warszawskiego. Całkiem o tym zapomniałam, a nas również tam można było spotkać.

Nie napisałam jeszcze o jednym- bardzo spodobało mi się, że idąc ulicami można było zobaczyć ludzi ubranych jak z tamtego okresu. Podając przykład, wychodząc zza rogu na ulicy spotkałam powstańca:

Lub żołnierza:

I chyba tutaj zakończę mój przeraźliwie długi monolog. Na koniec jeszcze zapytam: czy może Wy braliście kiedyś udział w takich obchodach? Jakie były Wasze odczucia?

Katka
*wszystkie zdjęcia zostały wykonane przeze mnie; przepraszam za jakość, musiałam je powiększać.