poniedziałek, 29 sierpnia 2016

Koncert Michała Szpaka

Kim jest Michał Szpak?
Myślę że każdy zna tego osobliwego chłopaka.

"Byle być sobą, byle być sobą,
do końca!"

Byłam na koncercie Michała Szpaka.
W zasadzie zrobiłam to dla przyjaciółki, która bardzo, ale to bardzo chciała posłuchać go na żywo. Nie byłam jakoś specjalnie fanką Michała. Szanowałam jego twórczość muzyczną i trzymałam kciuki podczas Eurowizji. Szczerze powiedziawszy napisawszy, na początku nie bardzo mi pasowało że publiczność wybrała akurat jego na największy konkurs piosenki na świecie. Ale z czasem stwierdziłam (podczas Eurowizji) że...chyba jest w porzątku. Oglądałam kilka wywiadów z Eurowizji, ale wciąż jego fanką to ja nie byłam.

6 sierpnia w Kołobrzegu odbywał się koncert Michała Szpaka. Przyjaciółka namówiła mnie abyśmy tam pojechały. Musiałam się zgodzić.

No i tak wyszło, pojechałyśmy do Kołobrzegu na 2 dni.
Z naszego pokoiku miałyśmy jakieś 3 minuty piechotą do amfiteatru, gdzie odbywał się koncert. To było genialne położenie, bliżej i taniej już się chyba nie dało!

Jestem osobą która niezbyt lubi chodzić na koncerty, to nie moja "filiżanka herbaty". Żeby pójść na koncert muszę naprawdę lubić jakiegoś wokalistę/artystę. Mogłabym pójść na koncert...no nie wiem...Michaela Jacksona (tylko że to już nie możliwe, ale wiem że gdyby żył, zrobiłabym prawie wszystko żeby móc posłuchać go na żywo), Adele, Cleo, Beyonce, Avici, Stromae, Pentatonix...wszystko.

Michał spóźnił się na swój koncert. Przeprosił za to, ale w zasadzie nie miał na to wpływu, bo tuż przed wyjściem na scenę miał 2 kroplówki. Rozumiem to, to była jego trasa koncertowa, codziennie w innym mieście...organizm miał prawo tak zareagować.

"Inni nie mogą, inni nie mogą,
do końca!"

Na scenie zaśpiewał fantastycznie, jak gdyby nie miał tej małej przygody przed koncertem. Głos mocny, brzmiał jak na nagranej piosence. Tu nie ma ściemy.

Tak nam się trafiło, że stałyśmy pod samą sceną. 
Był bis. I na bis, Michał zaprosił na scenę 4 dziewczyny, aby zaśpiewały razem z nim. Wśród tych dziewczyn była moja przyjaciółka, która była wtedy chyba w milionowym niebie! Musiałm to nagrać. Asia stała najbliżej Michała, a ten jeszcze ją obejmował. Nie mógł objąć dziewczyny po swojej drugiej stronie, bo trzymał mikrofon. Wszyscy śpiewali "Color of your life". Na pewno ktoś wrzucił na YouTube swoje nagranie z tamtego czasu, więc możecie poszperać wpisując "Michał Szpak koncert w Kołobrzegu".

Po koncercie w naszym pokoiku w ogóle nie chciało nam się spać, ale to w ogóle. Byłyśmy bardzo, bardzo podekscytowane. A Asia to już szczególnie, wiadomo dlaczego.

Jadąc do Kołobrzegu na koncert Michała Szpaka znałam tylko jedną jego piosenkę, tę eurowizyjną. A wyjechałam z tego miasta z obsesją. Na jego punkcie. Tragicznie to brzmi, ale nie jestem psychofanką, po prostu jesteśmy z Asią zafascynowane jego osobą i jego twórczością.

Pewna sprawa, albo raczej odkrycie sensacyjne (dla nas) które się zadziało po koncercie musi pozostać tajemnicą. Już teraz się powstrzymuję przed napisaniem co jest grane, no ale nie będzie wtedy niespodzianki. A chcę żeby to była niespodziewanka, a nie spodziewanka.

To dziwne, jak jedno zdarzenie może zmienić człowieka. Bo tak sobie myślę...chyba coś się we mnie zmieniło po koncercie Michała Szpaka.
Uważam, że Michał to nie tylko "kolorowy ptak" jak się często mówi (sam o sobie też tak mówi), ale przede wszystkim człowiek z ogromnym darem w postaci wokalu który potrafi to wykorzystać. Jego piosenki nie opowiadają o wszystkim i niczym, ale w każdej z nich jest konkretne przesłanie. I wie o czym śpiewa. A to ważne. Bardzo ważne, niestety nie każdy wokalista to potrafi.

Michał jest po prostu sobą. I za to ludzie go kochają. Albo nienawidzą.

Dziękuję za przeczytanie, jeśli dotrwałeś to tego momentu od samego początku,
jesteś bohaterem.

PS.: Jeśli rzeczywiście przeczytałeś wszyściusieńko, każde zdanie, napisz w komentarzu "Jestem bohaterem". Dziękuję!

Kasia

sobota, 20 sierpnia 2016

72 rocznica wybuchu Powstania Warszawskiego

                             

Jak obchodzić rocznicę Wybuchu Powstania Warszawskiego, to w Warszawie!



I w tym roku pojechałam do Warszawy na kilka dni na 1 sierpnia. 
Tak jak w ubiegłym roku, wybrałam się z przyjaciółką i zatrzymałyśmy się u mojego kuzyna.
W Warszawie byłyśmy już 31 lipca wieczorem i następnego dnia mogłyśmy od rana podziwiać naszą piękną stolicę.


1 sierpnia to czas, kiedy Warszawa prawie że staję się tą Warszawą sprzed 72 lat. 
Jest po prostu niesamowicie. Na zdjęciu powyżej możecie zobaczyć Ferajnę z Hoovera.
Razem z Asią odkryłyśmy ich właśnie rok temu i nie było bata żeby i w tym ich nie posłuchać. Ale w tamtym roku jakoś byli lepsi...może dlatego że 1 sierpnia zabrakło niektórych chłopaków z Ferajny.


Ale, znalazłyśmy sobie inne zainteresowanie! Odkryłyśmy kolejną, fantastyczną grupę. Ta Kapela Sztajer składa się z równie charyzmatycznych chłopaków i powiem szczerze że nawet mieli ciekawszy "program".
Słuchałyśmy ich przy Placu Zamkowym na Starówce i tam właśnie też zastała nas 
Godzina "W".  Jak zawsze piękna chwila. Nie trzeba nic więcej dodawać, to trzeba przeżyć.



Czy to zdjęcie wyżej nie przypomina trochę jakiejś wizualizacji albo coś w tym stylu? Bo mi bardzo przypomina! Ale to wciąż zwykłe zdjęcie :p  


Wracając z Muzeum Powstania Warszawskiego zrobiłam takie zdjęcie. Jeden jedyny, samotny budynek, wyglądający jakby pamiętał jeszcze czasy sprzed 72 lat. Myślę że to całkiem możliwe. A obok niego takie dwa nowoczesne. 


Zdjęcie wyżej zrobione w Pałacu Kultury. Byłyśmy tam na wystawie "Titanic". Bardzo polecam, chyba jeszcze do października można zwiedzać niektóre ORYGINALNE przedmioty, takie jak np zastawa stołowa, krzesło, leżak, koc.


Być w Warszawie i nie pójść do Łazienek? No nie da się!
Dlatego tam poszłyśmy ;)




Wściekła wiewióra!
Serio, chyba miała wściekliznę, tak blisko podchodziła, a do tego tak szybko się przemieszczała jakby się napiła kofeiny...
W pewnym momencie podeszła tak blisko, że razem z przyjaciółką zwiałyśmy. Przestraszyłyśmy się. No co, mogła na prawdę mieć wściekliznę!




Dobra reklama! XD

Bardzo serdecznie polecam Wam iść na NAJLEPSZE zapiekanki w calusienkiej Warszawie, na Chmielną 2. Nie pożałujecie, cena też dobra!
A jeśli już traficie na ulicę Chmielną, to całkiem nie daleko zapiekanek znajdziecie N icecreem Factory. Lody robione z własnej kompozycji smaków, mrożone ciekłym azotem. Pyszne doświadczenie!

Ach, no i jeszcze coś. Jeżeli po zapiekance i lodach wciąż macie miejsce w brzuchu, to polecam pyszny sernik w restauracji Mexicana. Ale to nie taki zwykły sernik, o nie! Sernik, podawany przez samego ZORRO! "<PIF PAF> Kto wzywał Zorro?! <PIF PAF>"
Tak było! Powiedziała mi o tym kuzynka, więc musiałam sprawdzić czy się zgadza :D 

I jak mogłabym jeszcze o czymś zapomnieć?!

Oczywiście 1 sierpnia wieczorem odbył się koncert:
Warszawiacy śpiewają (nie) zakazane piosenki.

Ludzi tłum, ŚPIEWAJĄCY tłum. To jest niesamowite...ale to już chyba kiedyś pisałam, to po prostu piękne!

A do tego...mamy selfie z panem prezydentem! XD Jak to się stało? 
A no już prawie pod koniec piosenek, nagle robi się straszliwie ciasno, że za bardzo oddychać nie można w tłumie. Jakoś dało radę odwrócić głowę i patrzymy, a tam faceci w garniakach się przeciskają między ludzi. 
A konkretnie, to robią miejsce prezydentowi. Do tego był tak blisko, że od niego dzieliło nas 2 ludzi. W końcu stwierdziłyśmy że to jedyna i niepowtarzalna okazja... no i zapytałyśmy czy można zdjęcie. Nawet podziękowałyśmy, czego inni nie robili. Zazwyczaj po prostu jak zwierzęta, podchodzili, <cyk> i już. 
I jeszcze ci fotoreporterzy...stali tuż przed nami i było jasne że robili zdjęcia panu prezydentowi, ale przy okazji i nam...poczułyśmy się jak celebrytki, bo strasznie długo tam stali!

Zdjęcia nie pokażę Wam niestety, bo jest tam i kuzynka przyjaciółki a nie wiem czy zgodziłaby się na publikację. Uwierzcie na słowo! 

Jeszcze coś jest.
Ostatnia sprawa.
Udzielałam wywiadu! Bardzo proszę, tutaj:


Odpowiadałam na dużo więcej pytań, ale chyba przez to że na każde znałam odpowiedź, nie wykorzystali ego materiału. :(
Ale jestem jedna z pierwszych, poznajecie mnie?

Tak, tak, to już koniec. Strasznie długo tu wyszło. Dziękuję jeśli udało Wam się przeczytać wszystko i nie zasnąć! <3

Do pisania!

piątek, 12 sierpnia 2016

26 Bieg Powstania Warszawskiego


Nie wiem co musiałby się stać, żebym nie wzięła udziału w Biegu Powstania Warszawskiego. Gdybym (odpukać: puk puk puk!) nawet straciła nogę, choćbym musiała się czołgać, doczołgałabym się do mety. 

Tak więc i w tym roku, 23 lipca, musiałam być w Warszawie. 


Szczecin górą! Tym razem dosłownie, kuzynek się postarał o to. 
Na tej planszy można było złożyć życzenia Warszawie.


Jak widać, dotarłam do mety. Nie było łatwo, ze względu na to, że zlikwidowali w tym roku bieg na 5 km. Został bieg na 10 km, więc trzeba było podkręcić śrubę w kościach.


Mój czas to 01:02:43
Chyba mój najlepszy czas. 




Ciasto tęczowe mojej kuzynki. Było cudowne! <3

Cieszę się że mogę brać w tym udział. Że mogę w ten sposób upamiętnić wszystkich powstańców, którzy walczyli za ukochaną stolicę w 1944 roku. I tych poległych i tych, którzy wciąż żyją i mogą nam opowiadać swoje historie.

W tym roku bieg ten ukończyło ponad 8 tys osób. W tym i ja.

Uczestniczyłam w Biegu Powstania Warszawskiego już po raz 2. Rok temu również napisałam o tym coś nie co: 25 Bieg Powstania Warszawskiego

poniedziałek, 8 sierpnia 2016

Wakacje w Londynie #2



 
Przez jakieś 3 tygodnie była tu cisza. Cisza jak na pustyni, gdzie tylko turla się samotna zmartwychwstanka po piachu. Właśnie tak.
Ale cóż ja takiego robiłam przez ten czas? Oj różne rzeczy. Te wakacje wydają się być jak na razie najlepsze w życiu!














 
Od ostatniego wpisu wyjeżdżałam z domu chyba ze 3 razy. Po kolei będę się spowiadać z wyjazdów, a tymczasem powyżej możecie obejrzeć jeszcze zdjęcia z początku lipca, z Londynu.
 
Mam nadzieję że dobrze się bawicie na wakacjach, nawet jeśli zostajecie w domu.
Do pisania!
Kasia