sobota, 25 czerwca 2016

Ostatnia piosenka


To jest książka która...dla mnie to jest książka przede wszystkim o...o tym, jak bardzo los może stać się przewrotny. Człowiek czegoś żałuje...ale niech sobie wybaczy, przede wszystkim sobie. Bo i tak już nic się nie zmieni.

"Opowieść o rodzinie, pierwszych miłościach i drugich szansach.
O rozstaniach i powrotach."

To jest zupełnie co innego jak film. Owszem, film jest wzruszający i piękny, ale...ale nie pokazuje wszystkiego. Film nie pokazuje charakteru bohaterów. Szkoda. To oczywiste i zrozumiałe, że w filmie nie da się ukazać wszystkiego co ważne, bo trwał by chyba kilka godzin. A nie o to chodzi. Film oglądałam kilka lat temu, książkę przeczytałam teraz; i znów obejrzałam film. Jak książka jest zupełnie inna...tego nie da się opisać. Po prostu nie da.

                                             

Nie jestem typem człowieka, który szybko się wzrusza czytając książki (tym bardziej oglądając filmy). Nie chcę zdradzać zakończenia tym, którzy nie znają tej historii, jednak muszę o czymś wspomnieć. Kiedy czytałam zakończenie, nie mogłam już wytrzymać. Łzy mi popłynęły jak...jak miesiąc temu. Nie, nie wzruszył mnie aż tak koniec tej historii, bo wiedziałam co się stanie. Tu raczej przypomniało mi się to, co stało się miesiąc temu. Bo miesiąc temu stałam na cmentarzu, pod ciemnym namiotem, a tuż przede mną widniała trumna z ciałem dziadka, która za chwilę miała być opuszczona do głębokiego grobu. To wszystko w mig do mnie wróciło. I niedowierzanie, że minął już miesiąc. Cały miesiąc.


To była kolejna książka z mojej listy, kolejna, która mnie zachwyciła. Sięgnijcie po nią sami, a uwierzycie mi na słowo.

Kasia

Okładka książki

niedziela, 19 czerwca 2016

Wielki Gatsby

Mam wiele filmów do obejrzenia, których obejrzeć nie mogę. Nie mogę, bo chcę najpierw przeczytać książkę. A lista wciąż rośnie.

Mimo że oglądałam wcześniej film, a co za tym idzie, wiedziałam jak się potoczy fabuła, miło było przeczytać książkę. Na jej podstawie nakręcono dwa filmy: jeden z roku 1974 oraz drugi z roku 2013.

Nowy Jork, rok 1922. Milioner Jay Gatsby spotyka po pięciu latach swoją wielką miłość, Daisy, z którą wcześniej rozdzieliły go koleje losu.
Leonardo DiCaprio jako Jay Gatsby

Generalnie w filmie raczej nie było momentów, które w książce wyobrażałam sobie inaczej. Sądzę że film jest dobry, a Leo DiCaprio świetnie zagrał Pana Gatsbiego. W filmie usłyszymy muzykę, która z pewnością nie pasuje do tamtych czasów. Ale w filmie była idealna, w niczym nie przeszkadza. A nawet wręcz przeciwnie, czuje się przez to tę "moc iprezowania". Wszystkie ważne rzeczy zostały w filmie zawarte, nawet w szczegółach.

Nie oglądałam jeszcze filmu, który miałby w sobie tyle szczegółów, tak wiele jak w książce. Miałam wrażenie że aktorzy mówią słowo w słowo to co bohaterowie książki. To dla mnie ogromny pozytyw (czy ktoś w ogóle tak mówi? "Ogromny pozytyw"?) Wiem, że w wersji z 2013 nakręcili scenę z ojcem Gatsbiego, jednak zrezygnowali z niej. Trochę szkoda, no ale nie można mieć wszystkiego. 

           
Robert Redford jako Jay Gatsby

Moim zdaniem film z 2013 roku pokazuje nam więcej uczuć. Praktycznie możemy poczuć to co widzimy, poczuć emocje towarzyszące Gatsbiemu, Daisy oraz Nickiemu. Myślę że bazowali na filmie z 1974. Pod wieloma względami, ale to ma swój urok. Nawet aktorzy są do siebie całkiem podobni. Film z roku 1974 ma nawet jeszcze więcej szczegółów! Ale za to, jak już napisałam, ten drugi skupia w sobie emocje.

Obie wersje są genialne, chociaż nieco inne. Polecam najpierw przeczytać książkę, potem obejrzeć obie wersje filmu. Książka nie jest gruba i czyta się bardzo przyjemnie. Naprawdę warto!

Kasia

P.S.: W piątek napisałam ostatni egzamin, miejmy nadzieję że pozytywnie. Jeśli tak, to witajcie wakacje! A jak u Was sytuacja się prezentuje?
 
Kadry z filmów:
Jay Gatsby-2013
Jay Gatsby-1974

sobota, 4 czerwca 2016

Nie przeżywaj żałoby na cmentarzu

Tydzień temu w piątek pochowałam swojego dziadka (od strony mamy).
Dzień przed, dzień pogrzebu oraz dzień po...to były dni jak wyjęte z życia. Tyle rzeczy na głowie w tej sprawie...no nic jak tylko wycięte kartki  kalendarza!
 
Pierwszy raz na pogrzebie byłam u taty koleżanki z klasy w liceum. Bardzo chciałam iść nie tylko ze względu, że była to bardzo dobra koleżanka, ale i dlatego, że nigdy jeszcze nie byłam na pogrzebie. Człowiek jest ciekawy. Taką ma naturę.
Rodzice mówili mi: "to piękne, że jeszcze nie musiałaś być na żadnym pogrzebie, przyjdzie taki czas, kiedy w końcu pójść będziesz musiała".

 Ale ja byłam ciekawa.

Oczywiście pogrzeb kogoś zupełnie obcego człowiek przeżywa absolutnie inaczej jak własnej rodziny.

To całkowicie, zupełnie, absolutnie co innego.
 
Półtora roku temu przeżyłam śmierć babci (od strony taty). Wydawałoby się, że już wiem o co w tym wszystkim chodzi, jak to się rozgrywa. Niby to samo, ale...co innego.
 
Szczecin, Wały Chrobrego
 
Dziadek miał dużą rodzinę a razem z babcią to już w ogóle, rozsianą praktycznie po całej Polsce. Mnóstwo było osób przyjezdnych, a szczególnie takich, których trzeba było gdzieś przenocować.
 
A kiedy wszyscy zebrali się u nas, bo mamy największy dom....przecież w pewnym momencie w jednym pokoju były 24 osoby!
 
Nie wiedziałam co ze sobą zrobić. Stałam w jednym miejscu jak kołek.
 
Dziadek był bardzo cenionym nauczycielem i dyrektorem szkoły. Kiedy jego buty skrzypiały, nikt w klasie nie śmiał podnieść głowy, Miał respekt. Lubił swoją młodzież, kochał to co robił.
Kiedy ktoś coś przewinął, mówił: "Stój i się wstydź". Uczniowie stali i się wstydzili.
Na pogrzeb przyszła obecna dyrektorka, która cytowała niektóre słowa dziadka. Byli też uczniowie ze sztandarem. I wyglądali na takich, którzy wiedzieli doskonale po co przyszli.
 
W tym tygodniu byliśmy na mszy za dziadka. Na kazaniu ksiądz powiedział jedną (w zasadzie nie jedną) bardzo ważną rzecz:
 "Nie przeżywaj żałoby na cmentarzu"
 
Jest ciężko, ale trzeba wrócić do rzeczywistości. Myślę, że te słowa były kierowane szczególnie do babci, wdowy po dziadku. Chodzi codziennie na grób, ale szczerze to się nie dziwię. Też bym to robiła. To minie.
Przynajmniej powiedziała: "Mówcie co chcecie, ale ja nie będę się ubierać na czarno poza pogrzebem!"
 
Szczecin, Zamek Królewski
 
Myślę, że to, że dziadek od dawna był w szpitalu, babcia zdążyła się przyzwyczaić do pustego mieszkania. Nie było szoku, przynajmniej pod tym względem.
 
Trzeba żyć dalej, to życie samo się toczy i samo rozdaje karty. Teraz babcia (od taty) i dziadek (od mamy) na pewno zawzięcie politykują, jak to mieli w zwyczaju za życia.
 
Na pewno.
 
 Oba pogrzeby przeżywałam inaczej. Śmierć babci jest powodem założenia bloga. Do tego, przez pół roku starałam się opisać w pamiętniku pogrzeb, ale w połowie się poddałam. Do dzisiaj nie jestem w stanie tego dokończyć.
 
Nie mogę.
 
Z dziadkiem jest zupełnie inaczej. Wszystko jest już na swoim miejscu w pamiętniku, chociaż były kłopoty z napisaniem tych kilku słów, co się stało.
 
Mogłabym jeszcze pisać i pisać, ale to nie o to chodzi. Poza tym, już pewnie zanudziliście się na śmierć do reszty.
Każdy kiedyś niestety musi doświadczyć tego w życiu. Ja jestem szczęśliwą osobą, bo jeszcze 2 lata temu miałam obu dziadków i obie babcie. Mam kochającą rodzinę, która bardzo często się spotyka.
 
Dziękuję Panu Bogu za to.
Kasia